Czy smartfony zjadły nam mózgi?

Piątek wieczór, knajpka w centrum miasta. Ludzie, alkohol. Niby tak, jak zawsze. Nieodłączny element? Kufel piwa? Pewnie tak. A co w dłoni każdego? Smartfon.

Czy wy również wracacie się, jeśli wyjdziecie z domu bez telefonu? Bo ja tak. Czy wy również nerwowo szukacie gniazdka z prądem, gdy widzicie, że bateria jest na wyczerpaniu? Bo ja tak. Czy wy również nie potraficie wytrzymać dwóch godzin (nawet na najbardziej ekscytującej randce) bez sprawdzenia powiadomień? Ja tak. Wstyd się przyznać.

Powoli zaczynamy zachowywać się tak, jakby nasze telefony były naszymi aparatami tlenowymi. Wlepieni w ich ekrany, uzależnieni od odświeżania, sprawdzania obrazów, które pływają nam przed oczami, przewijamy je, jak na wiecznym rauszu. Świat w sumie mógłby nie istnieć. Ale ważne jest, aby było WiFi albo zasięg (co najmniej 3G).

Czy nastała „śmierć rozmów”? To jakaś teza. Chociaż… Jeśli nie rozmawiam z kimś na żywo, to pewnie wymieniam z nim informacje przez iMessage. Trudno mi powiedzieć, czy smartfony zabijają relacje. Z całą pewnością psują spotkania na żywo. Nie potrafimy czerpać z kontaktu twarzą w twarz, a najśmielsi jesteśmy właśnie na odległość. Co z tego mamy? Tego właśnie nie wiem.

Fotograf pod pseudonimem Babycakes Romeo wykonał cykl fotografii, w których portretuje właśnie „śmierć rozmów”. Pokazuje ludzi w różnych sytuacjach społecznych, czasem też na randkach. Łączy ich to, że zamiast być ze sobą, uciekają od obecności drugiej osoby, wpatrując się w telefony komórkowe.

Ponad rok temu powstał również ciekawy, bardzo krótki film ukazujący jak przygnębiające jest nasze życie, gdy całą naszą uwagę skupiamy na smartfonach, zamiast ludziach. Zobaczcie koniecznie. Warto się zastanowić.