Nigdy nie mów nigdy?

Zastanówcie się, czego nigdy nie powiedzielibyście? Ile osób, tyle odpowiedzi – wiadomo. Jednak, gdyby pomyśleć o tym w kontekście miasta, okazuje się, że społeczności poszczególnych miejsc są wyjątkowo zgodne. Powiem nawet więcej: prześcigają się w wymyślaniu tego, czego nigdy by nie powiedzieli.

„Chodzę na Półwiejską pozbierać trochę ulotek. Zawsze fajnie wiedzieć o najnowszych ofertach” tego nigdy nie powiedzą mieszkańcy Poznania. „Częstochowa to nie tylko Jasna Góra! Mamy przecież tutaj tyyyyyle innych atrakcji!” dodadzą z kolei częstochowianie.

Bareizmy wiecznie żywe

Absurdy codzienności wciąż nas zaskakują. Złościmy się, irytujemy, narzekamy i marudzimy. Jest na to jeden sposób – obśmiać to. Wtedy znacznie łatwiej będzie nam zaakceptować rzeczywistość. Właśnie na takim podejściu bazują fanpage z cyklu „rzeczy, których nie mówią…”, które w przeciągu ostatniego tygodnia zdominowały Facebook. Pomysł przywędrował do Polski z Wielkiej Brytanii za sprawą studenta, który wyemigrował na Wyspy. Tak powstał pierwszy z serii fanpage’y – „Rzeczy, których nie mówią poznaniacy”. W ciągu zaledwie 3 tygodni obecności na portalu, zyskał niemal 9 tys. fanów. Czego prawdziwi Wielkopolanie nie mówią? Tu pomysły są przeróżne – „Zenek z Mięsnej nie potrafi tańczyć”, „Pan Niewidomy to mój przyjaciel”. Nie da się ukryć, że jest to zrozumiałe jedynie dla tych, którzy Poznań mają na co dzień, ale nie brakuje tu też tekstów uniwersalnych. „W centrum jest tyle wolnych miejsc parkingowych, że aż nie wiem, które wybrać!” – tak powiedzieć mógłby przecież każdy zmotoryzowany mieszkaniec dużego miasta.

Myszkowiacy i chodzieżanie

Bolączki życia codziennego nie omijają też mieszkańców znacznie mniejszych miejscowości. Facebookowe strony nie gromadzą wprawdzie tysięcy fanów, ale rozwijają się systematycznie. „Nie wiem jakim cudem na Dni Myszkowa zawsze udaje im się zaprosić tak wielkie gwiazdy!” (ok. 400 fanów, ok. 32 tys. mieszkańców). Chodzież: „Poczekalnia na nowym dworcu PKP jest taka przestronna i przytulna!” (tu dopiero zaczynają – 7 osób „Lubi to”, ok. 19 tys. mieszkańców). W którą stronę to się rozwinie? Dziś trudno jeszcze to określić. Być może to moda, która szybko nam się znudzi.

Fani na sprzedaż

W ferworze wypisywania absurdalnych zdań, których nigdy nie wypowiemy, warto chwilę pomyśleć też o tym, co czai się za rogiem. Przy powstawaniu stron „rzeczy, których nie mówią…” zadziałał efekt domina. O ile pierwsze z nich powstawały spontanicznie i bezinteresownie (oby!), to przy kolejnych warto być czujnym. Proceder kupowania fanów to wciąż zmora społecznościowego giganta. Wielokrotnie zdarzało się, ze fani skupieni wokół neutralnego tematu trafiali na portal aukcyjny. Być może nie jesteś osobą przekupną, ale nigdy nie mów nigdy. Czasem tak mało od nas zależy…