O dwóch kreatywnych, którzy zdobyli pracę szantażem

Jak przebić się przez gąszcz sekretarek i asystentów aby dostać się na rozmowę do samego dyrektora kreatywnego? Jak ominąć gąszcz życiorysów, listów motywacyjnych i CV a jednocześnie zwrócić na siebie uwagę? Udało się to dwóm szalonym Australijczykom, którzy zaszantażowali dyrektorów kilku korporacji. Nie trafili oni za to na policję, a z miejsca otrzymali swoje wymarzone posady.

Jak to zrobili?

Andrew Grinter i Lee Spencer na swój cel obrali dziesięciu dyrektorów dużych korporacji i wykupili w Internecie domeny „.com” z ich nazwiskami. Podejrzanym listem wysłali do nich adresy www, na których znajdował się „szantaż” oczywiście z dopiskiem, aby nie powiadamiać glin.

Zgodnie z oczekiwaniami otrzymali oni wiadomości zwrotne i umówili się na spotkania, na które aby chronić swoją prywatność założyli kominiarki.

Rezultat akcji? 7 umówionych spotkań, 9 przerażonych asystentek no i nowa praca. Zobaczcie sami: