Przedświąteczny (i nie tylko) szał zakupów, czyli jak manipulują nami supermarkety

Wchodzisz do supermarketu i już na samym wejściu czujesz zapach świeżo upieczonych bułeczek? W kolejce do kasy przychodzi Ci ochota na małą, słodką przekąskę? Wszystko czego szukasz znajduje się na wysokości Twojego wzroku? Tu nic nie jest przypadkowe!

Tajemnicą poliszynela jest to, że duże sklepy sieciowe robią wszystko abyśmy w nich jak najwięcej wydali. Zwłaszcza teraz, przed Świętami, kiedy to ogarnia nas zakupowa gorączka. Z badań wynika, że to właśnie ten okres w roku najbardziej sprzyja spontanicznym i nieplanowanym zakupom.

Jak nami manipulują?

1. Zapach świeżego pieczywa

Po krótkim zastanowieniu się – ta teoria się potwierdza. Działy z pieczywem bardzo często znajdują się na samym początku sklepu. Dlaczego? Lubimy pieczywo prosto z pieca (najlepiej gdy bagietka, po którą sięgamy  jest jeszcze gorąca!). Zapach chrupiącej skórki działa na nas niesamowicie – od razu robimy się głodni, co w efekcie prowadzi do tego, że nasz pusty żołądek podpowiada byśmy kupowali więcej i więcej… Często wspomniana bagietka nie zdąży dotrwać do kasy, ponieważ skonsumujemy ją przechadzając się sklepowymi alejkami. Wciąż mamy ochotę na więcej, i więcej też kupujemy. Krążą plotki, że piece i mini-piekarnie dostępne w supermarketach tak naprawdę nie przynoszą  zysku (jeśli się nad tym zastanowić to przynoszą – wręcz ogromny).

zdjęcie: blokreklamowy.blogspot.com

 2. Wyjątkowe promocje

Pokażcie mi sklep bez promocji. No właśnie… Zewsząd uderzają nas wielkie reklamy „3 w cenie 2”, „Promocja -50%”, „Tylko 0,99 zł.”. Sklep doskonale zadba o to abyśmy tej wyjątkowej oferty nie przegapili. Często oferty promocyjne zamieszczane są również na początku sklepu. Ma to wybić nas z zakupowego rytmu i sprawić, byśmy dzięki tej idealnej promocji poczuli, że możemy wydać więcej bądź kupić towary, których de facto w tym momencie nie potrzebujemy, no ale przecież „szkoda byłoby nie skorzystać”, prawda?

zdjęcie: deser.pl

 3. Nabiał i wędliny na końcu sklepu

Artykuły, które kupujemy najczęściej – nabiał oraz wędliny z reguły znajdują się na samym końcu sklepu. Ma to sprawić, byśmy po drodze po te artykuły zapoznali się dokładnie z resztą asortymentu sklepu. To znacznie wydłuża naszą drogę do potrzebnych rzeczy, a może akurat po drodze przypomnimy sobie, że właśnie ketchup nam się skończył.

 4. Nieprzypadkowe ułożenie na półkach

Ustawieniem towarów na półkach zajmują się fachowcy. Nieprzypadkowo dana marka kawy znajduje się wyżej niż druga. Z reguły te najtańsze produkty znajdują się albo bardzo wysoko, albo bardzo nisko, tak by nie znajdowały się bezpośrednio w zasięgu naszego wzroku i by trudniej było nam po nie sięgnąć. Supermarket wybrał już za nas towary, które najbardziej opłaca się kupić (oczywiście nie nam!). Najniżej znajdują się również towary skierowane dla dzieci – powody? Wiadome 😉

 5. Impuls w kolejce do kasy

Małe lodówki z puszkami, kolorowe standy z cukierkami, batonikami, gumkami (i takimi i takimi) najczęściej oglądamy ponownie przy kasie. To tam czeka na nas najmniej przyjemna część zakupów czyli czekanie w często bardzo długiej kolejce. To ostatni moment na to, abyśmy trochę się porozglądali. A nóż przyjdzie ochota na małe co nieco (często skuszeni kolorowymi opakowaniami rzeczywiście po to sięgamy).

zdjęcie: jak-osiagnac-sukces.blogspot.com

 6. Degustacje

Jeszcze po drodze do kasy z pewnością natrafimy na miłą i śliczną panią, która zupełnie niezobowiązująco poczęstuje nas czymś dobrym. Trudno odmówić – przecież dają ZA DARMO! Często sami nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale podświadomie czujemy się zobowiązani i mamy potrzebę odwzajemnienia się. Skoro ktoś nas poczęstował łyżeczką jogurtu i był on smaczny to dlaczego by nie kupić?  Przecież dziś jest w promocji (patrz punkt 2).

zdjęcie: quera.pl

 7. Wózki i koszyki o określonych gabarytach

Kolejna równie prosta zasada: większy koszyk więcej pomieści. Podświadomie chcemy go zapełnić – trochę wstyd pójść z jednym produktem do kasy. Wózki na kółkach wydają się być niemożliwymi do zapełnienia, ale często przytrafia nam się to z lekkością. Jeżeli chodzi o koszyki – coraz częściej są to koszyki z rączką i na kółkach. Dlaczego? Bynajmniej nie w trosce o to, abyśmy się nie przedźwigali. Do takiego koszyka śmiało można wrzucić więcej (łatwiej nam coś ciągnąć niż nosić). Nie czujemy ciężaru takiego koszyka, stąd pozwalamy sobie na więcej. Zdziwienie przychodzi dopiero przy kasie, gdy czeka na nas stos siatek, których nie jesteśmy w stanie unieść.

 8. Wrażenie bałaganu

Ile razu byłeś świadkiem „rzucenia” się przez tłum na dany towar? Produkty znajdujące się na paletach, w dużych koszach, pozornie nieuporządkowane mają sprawiać wrażenie tanich i okazyjnych. Najlepiej jeszcze gdy kręci się wokół nich kilka osób – czujemy się wtedy jak na bazarze i sami wpadamy w wir polowania na najlepsze sztuki. Często odchodzimy stamtąd jakże usatysfakcjonowani, że udało nam się coś wygrzebać, upolować lub co gorsza podebrać komuś innemu. Kupujmy, bo za tydzień już nie będzie.

 9. Muzyka

Sklepy próbują oddziaływać również na nasz zmysł słuchu – zarówno dobre samopoczucie klientów ale i personelu. Dobrze dobrana muzyka ma tworzyć atmosferę sprzyjającą zakupom. W Polsce audiomarketing stosowany jest od około 2000 roku i wciąż powstają firmy specjalizujące się w tylko tej dziedzinie. Przy doborze muzyki uwzględnia się wiele czynników – charakter sklepu, powierzchnię, wygląd, oferowane towary, rodzaj klientów. Jingle i głosy lektorów dobierane są również pod kątem pór roku czy dni tygodnia.

 10. Znikające ceny

Ostatnią kwestią o jakiej chciałabym wspomnieć to umieszczanie cen. Często musimy się naprawdę mocno napracować i wytężyć wzrok aby cenę danego produktu dostrzec i często również olewamy sprawę nie interesując się ile kosztuje dany produkt – po prostu jest nam potrzebny, więc w sumie 0,50 groszy na produkcie w tą czy w tamtą…

Muzyka, układ półek czy nawet rodzaj podłogi – to wszystko ma służyć tylko jednemu – abyśmy jak najwięcej czasu spędzili w markecie i jak najwięcej pieniędzy w nim wydali. Czy Waszym zdaniem to tylko niewinne marketingowe triki czy może już świadoma manipulacja i wprowadzanie klienta w błąd? Jak się przed tym ustrzec? O tym w kolejnym wpisie.