Steve Jobs polskiej polityki

Są łatwi do zmanipulowania, oglądają pornografię i piją piwo – taki obraz przeciętnego, polskiego internauty przedstawił w 2008 roku Jarosław Kaczyński, odpowiadając na pytanie, czy głosowanie przez Internet mogłoby skutecznie zwiększyć frekwencję wyborczą. „Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota” – powiedział Kaczyński, a po chwili dodał – „Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować”. Użytkownicy Internetu z niedowierzaniem czytali te słowa.  Zastanawiali się, jak to możliwe, że były premier 38 milionowego państwa w samym środku Europy może mieć takie podejście do Internetu, który bądź co bądź w 2008 roku nie był już techniczną nowinką. Internauci podkreślali, że taka wypowiedź zupełnie kompromituje Kaczyńskiego i udowadnia, że jest on cyfrowo wykluczony oraz nie ma pojęcia o codziennych sprawach. Dlatego też zapewne wielu z nich przecierało oczy ze zdumienia, gdy kilka dni temu, podczas sejmowej debaty nad wotum nieufności dla rządu Donalda Tuska, zobaczyło w rękach Jarosława Kaczyńskiego TĘ rzecz. Rzecz, która zaledwie jednym kliknięciem umożliwia przekroczenie bram manipulacji, pornografii i upojenia alkoholowego  – TABLET. W Internecie zawrzało… bo co jak co, ale internauci – mimo iż są zajęci oglądaniem filmików i siorbaniem piwa – refleks mają dobry i zawsze znajdą czas, aby na szybko wygenerować jakiegoś mem’a czy naskrobać uszczypliwy post. Zdjęcia z Jarosławem Kaczyńskim i jego iPadem w roli głównej w kilka godzin stały się hitem Internetu.

Jednak mimo prześmiewczego tonu wielu mem’ów czy komentarzy krążących po sieci, Jarosław Kaczyński osiągnął swój cel. Skupił na sobie uwagę wszystkich mediów i pokazał, że mimo swojej niechęci do posiadania prawa jazdy czy konta w banku docenia nowinki techniki i, co więcej, potrafi je odpowiednio wykorzystać. Wystąpienie Kaczyńskiego zagościło nie tylko na łamach polskich mediów, ale obiegło również zagraniczną prasę. Wydźwięk komunikatu przekazywanego w międzynarodowych materiałach stawiał w zdecydowanie pozytywnym świetle sprawcę całego zamieszania. Świat, interpretując to nietypowe wystąpienie, odnotował dwa podstawowe komunikaty: marszałek Sejmu z PO nie wpuściła na mównicę sejmową kontrkandydata na premiera oraz polityk, który do tej pory był konserwatywny, zaprzyjaźnił się z najnowszymi technologiami i dzięki swojemu sprytowi „wystrychnął na dudka” opozycję. Oba przekazy były korzystne dla PiS, mniej dla PO. Dlatego trzeba przyznać, że to zagranie PR-owe zdecydowanie udało się Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego doradcom od wizerunku. Niestety jednak, żadne oficjalne źródła nie podały czy tablet Jarosława Kaczyńskiego ma dostęp do Internetu i czy posiadanie przez byłego premiera iPada oznacza, że od teraz Jarosława Kaczyńskiego można zaliczać już do grona Internautów?