Anty-fani odzieżowej marki Abercrombie & Fitch. Bunt blogerki i zbiórka ubrań dla bezdomnych

Kilka dni temu na naszym fan page’u pokazaliśmy zdjęcia amerykańskiej blogerki modowej Jes M. Baker. Jak na blogerkę w tej branży wyróżnia się ona kształtami – zaliczana jest do puszystych blogerek. Stanęła ona w obronie dyskryminowanych jej zdaniem kobiet, które nie mieszczą się w rozmiarówce marki Abercrombie & Fitch. A wszystko zaczęło się od burzy, jaką wywołały słowa prezesa tej firmy, który przyznał, że nie chce w swoich sklepach widzieć otyłych kobiet.

Szef marki Mike Jeffries już kilka lat temu otwarcie przyznał, że ich ubrania są tylko dla atrakcyjnych ludzi, do 22 roku życia, lubianych przez rówieśników i uchodzących za gwiazdy w swoim otoczeniu. Rozmiar XXL do tego zdecydowanie nie pasuje. Nie jest również przypadkiem to, że w sklepach marki pracują tylko przystojni i seksowni sprzedawcy (maks. rozmiar S). Rozmiarówka sieci kończy się na naszym rozmiarze M (dla kobiety zaś nie uświadczą rozmiarów większych niż 38). Wyjątek stanowią t-shirty dla mężczyzn w rozmiarach XL i XXL, ale jak czytamy – są one dla chłopaków o atletycznej budowie ciała.

Na początku zaczęły protestować nastolatki i matki otyłych dzieci, później dołączyła do nich wspomniana blogerka, która mocno zwróciła na siebie uwagę sesją zdjęciową odwołującą się wprost do reklam Abercrombie & Fitch. Wystosowała list do prezesa firmy oraz wystąpiła w sesji z przystojnym modelem, która podpisana została „Attractive & Fat” (atrakcyjna i gruba).

 

Dyskryminację marce zarzucił również Greg Karber z Los Angeles. Namawia od do rozdawania ubrań A&F bezdomnym i sam również tak uczynił. Jest to również odpowiedź na inne działania firmy – niesprzedane końcówki serii i ubrania uszkodzone są palone. Mogłyby służyć potrzebującym, ale to oczywiście niezgodne jest z polityką firmy. To budowałoby „niekorzystny” wizerunek marki.

Ilość osób czujących się jako wykluczone chyba coraz bardziej się zwiększa. Marka raczej świadomie objęła taką strategię, co dziwnie wygląda na tle statystyk (67% konsumentek w USA to kobiety plus-size).

Czy to słuszna taktyka? Dyskryminacja czy może walka z otyłością?