Awantura dobra na wszystko – Wojewódzki z fochem, Szulim z podbitym okiem

No nie wiem jakoś tak już mam, że uwielbiam się awanturować i spierać – o wszystko! O bilet na PKP, o reklamację w sklepie, o spóźnioną przesyłkę, o mandat czy o zwiędniętą sałatę w warzywniaku… No o wszystko! Paradoksalnie im mniej istotna sprawa tym, w moim przypadku, większa awantura. Mimo że wewnętrzne powtarzam sobie: „Na spokojnie!”, to jest to silniejsze ode mnie. Często nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, że ze zwykłej rozmowy przechodzę do oburzonego tonu, przewracania oczami i koniec końców podniesionego głosu oraz wymachiwania rękoma (wiem – to totalny obciach!). Oczywiście zaraz po takiej awanturze zaczynam zdawać sobie sprawę, że nie miała ona najmniejszego sensu, bo rozszalałej złośnicy nikt nie traktuje poważnie, a i też udaje mi się załatwić zdecydowanie mniej niż działając „na spokojnie”. Dlatego staram się z tym walczyć i systematycznie awanturować coraz mniej.

Jednak podchodząc do zagadnienia awantury czysto zawodowo, regularnie utwierdzam się w przekonaniu, że głośne starcie z przeciwnikiem (nawet tym wyimaginowanym) to najlepszy pomysł i doskonały sposób na podbicie liczby publikacji czy skupienie zainteresowania mediów.

Zapewne każdemu znane jest powiedzonko o tym, że nie ważne jak, ale ważne, że mówią. Niestety –  myślę, że to największa ściema, jaką udało się PR-owcom od kryzysu wbić do głowy firmom, aby obronić się przed zalewem negatywnych publikacji i medialnych komentarzy w podbramkowych sytuacjach. Niestety coraz więcej osób w to wierzy. Nie trzeba daleko szukać, aby znaleźć przykład. Niedawna awantura Lisa i Wojewódzkiego o okładkę zrobioną „bez stylisty fryzur” to w przekonaniu wielu „skandal” przez małe s i wielki cudzysłów. Sprawna ustawka, by wypromować nowy program Wojewódzkiego i Lizuta w Rock Radiu. Co prawda awantura ta miała w sobie więcej klasy niż szarpiące się ostatnio w toalecie celebrytka i dziennikarka (o których teraz huczy w mediach), jednak drodzy dziennikarze – zanim rozpętacie awanturę, zastanówcie się, czy warto i czy czasami sami nie wpadliście w sidła sprawnego PR-u, a jeśli tak – nie wahajcie się ani chwili, tylko awanturujcie!!!