Czy Obama jest gejem czy mistrzem ciętej riposty?

PR

Są rzeczy, z których nie żartujemy, bo nie wypada – przynajmniej oficjalnie. Ale nie ma co się okłamywać, w domowym zaciszu to właśnie te żarty, które są najbardziej po bandzie, śmieszą nas najmocniej. Są także osoby, które szczególnie muszą ważyć słowa i zastanawiać się dwa razy zanim palną coś głupiego – tu też przynajmniej oficjalnie, bo już na spotkaniach w restauracji Sowa i przyjaciele niekoniecznie. Jednak są też takie postacie, którym wolno zdecydowanie więcej – nie dlatego, że są bezkarne, ale dlatego, że jako nieliczni poprzez swój SARKAZM i żart pokazują totalną ABSURDALNOŚĆ naszej rzeczywistości.

Dlatego cieszy mnie wyrok warszawskiego Sądu Okręgowego, który uniewinnił ostatnio Kubę Wojewódzkiego i Michała Figurskiego. Sąd nie zgodził się ze zdaniem prokuratury, że dwaj prezenterzy radiowi publicznie znieważyli „na tle pochodzenia rasowego” rzecznika Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego Alvina Gajadhura mówiąc między innymi, że chcą „zadzwonić do Murzyna” i sugerując, że telefon Gajadhura działa w „buszmeńskiej sieci dla czarnych”. Sędzina uzasadniając wyroku podkreśliła, że program Wojewódzkiego i Figurskiego miał charakter satyryczny. Nie doszło do znieważenia, ponieważ obaj dziennikarze nie działali z takim zamiarem. „Sąd po ludzku rozumie, że oskarżyciel posiłkowy mógł czuć się obrażony i dotknięty. Ale od urodzenia mieszka w Polsce, jest Polakiem i powinien umieć ocenić co jest satyrą, a co jest rasizmem” – stwierdziła Sędzina. Jednocześnie zaznaczyła, że Gajadhur jako osoba pełniąca funkcje publiczne musi liczyć się z satyrą i nie może być przewrażliwiony na swoim punkcie. Niby wszystko jasne i oczywiste, ale przecież mnóstwo polityków czy osób publicznych idzie do sądu z powodu satyrycznego obrazka czy dowcipnego hasła rzuconego w ich kierunku. Jednak na pocieszenie zaznaczę, że „takie rzeczy nie tylko w Polsce” – ostatnio przez Stany Zjednoczone przetoczyła się fala oburzenia, kiedy znana z ciętego języka satyryczka Joan Rivers zapytana przez dziennikarza o to, czy prędzej homoseksualista czy kobieta zostaną prezydentem USA odparła: „Przecież już mamy takiego prezydenta”, oznajmiając jednocześnie, że skoro Obama jest homoseksualistą, to jego żona Michelle jest transwestytą.

Ciekawe, czy żart ten oburzył tak mocno jak media także głównych zainteresowanych. Prezydencka para USA znana jest bowiem z doskonałego poczucia humoru i refleksu, liczę więc na to, że zamiast iść do sądu wzorem polskich kolegów, jeśli poczuli się dotknięci, to inteligentnie i z przekąsem odpowiedzą na ten zarzut jak przystało na osoby funkcjonujące w mediach i rozumiejące mechanizm ich działania. W myśl zasady, że mistrzowie ciętej riposty w takich sprawach nie idą do sądu, radzą sobie sami.