Jestę blogerę. Szalenie nieobiektywna recenzja książki Kominka – „Bloger”

Jestem świeżo po lekturze „Blogera”  i jako że nasz blog trafia również do osób związanych jakkolwiek z blogosferą (czy to do osób prowadzących bloga, czy też tylko śledzących temat) postanowiłam podzielić się swoimi wrażeniami.

Na początek – dla kogo jest ta lektura?

– dla tych, którzy prowadzą swojego bloga,

– dla tych, którzy zamierzają prowadzić swojego bloga,

– dla tych, którzy kiedyś prowadzili swojego bloga,

– dla tych, którzy nic nie wiedzą o prowadzeniu bloga,

– dla tych, którym się wydaje, że wszystko wiedzą na temat prowadzenia bloga,

– dla tych, którzy czytają blogi,

– dla tych, którzy ich nie czytają,

– at last but not least – dla fanów Kominka.

Jeżeli jesteś, w którejś z tych grup (istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że tak) – czytaj dalej. Jeżeli nie – spokojnie poczytaj sobie na naszym blogu o ciekawych kampaniach, bo ten tekst pewnie Cię nie zainteresuje.

Moja wrodzona skromność normalnie mi na to nie pozwala, ale zacznę od siebie. Wielką fanką Kominka nie jestem, ale przyznam, że zdarza mi się zajrzeć na jego blog lub obadać co tam właśnie napisał na Facebooku.  Ani mnie specjalnie nie intryguje, denerwuje czy też podnieca, choć zdaję sobie sprawę, że w polskiej blogosferze jest jedną z postaci Number One. Nie do końca czuję ten klimat, ale być może wynika to stąd, że moja ignorancja sprawiła, że nie zapoznałam się z tematem tak głęboko jak powinnam. Jego pierwsza (i osobiście mam nadzieję, że nie ostatnia) książka przypadła mi jednak bardzo do gustu (moi współ-blogujący mogą potwierdzić, że średnio raz na tydzień polecam im tą lekturę). A dlaczego? Pewnie dlatego, że gdyby nie ta książka to bardzo prawdopodobnym jest to, że nigdy nie napisałabym tak osobistego i subiektywnego wpisu na blogu firmowym (do którego naprawdę bardzo długo się zbierałam) i jeszcze długo nie zmieniłabym podejścia do tematu blogowania a przynajmniej zamiaru zmiany podejścia do blogowania, bo wiadomo jak to bywa z praktyką 😉

Bloger też człowiek

Do dziś WordPress, Analytics „i ogólnie takie takie”, bez których bloger nie ma racji bytu kryją przede mną wiele tajemnic. I wiecie co? Ta książka wcale ich nie rozwiązała, ale to akurat bardzo dobrze. Jest w niej naprawdę niewiele rzeczy, o których TEORETYCZNIE bym nie wiedziała, Ameryki w niej nie odkryto (no może osobiście dla mnie w rozdziałach traktujących o vlogach, z którymi jeszcze nie miałam przyjemności oraz podejściu do wpisów sponsorowanych). Jest jednak napisana tak, że jako bloger:

a)      albo pokochasz swoją robotę i złapiesz jeszcze większego bakcyla,

b)      albo stwierdzisz, że dalsze pisanie nie ma sensu (to też duży sukces).

W obu przypadkach stwierdzenie na plus, bo albo weźmiesz się za pisanie na poważnie i włożysz w to serce, albo unikniesz ogromnej straty czasu i późniejszego rozczarowania. Książka to naprawdę świetne podsumowanie tego co bloger powinien a czego nie powinien.

Lektura do kominka

Jak pewnie wszyscy mogli się spodziewać, książka napisana jest w bardzo „Kominkowym” stylu – czyli bez większego owijania w bawełnę, ze szczyptą humoru i samouwielbienia, ale i przede wszystkim – wiedzą. I nie jest to wiedza akademicka, która zweryfikowana w rzeczywistości brutalnie się nie sprawdza. To pamiętnik praktyka, który po wielu latach ciężkiej pracy jest tu gdzie jest – od takich moim zdaniem uczyć się najlepiej. Znajdziesz w niej również wypowiedzi ekspertów w swojej dziedzinie, którzy podpowiedzą Ci jak dobrze sprzedać swoje teksty. Zdecydowanie must-read!

 

Zdjęcie: wydaje.pl