W Poznaniu zniknie 70% reklam

miasto _reklam

Poznaniacy mają powód do świętowania – pracownicy Urzędu Miasta oszacowali, że 70 proc. reklam w Poznaniu postawiono niezgodnie z prawem. Na samych szacunkach się nie skończyło – postanowili oni wytoczyć wojnę firmom, które nielegalnie wykorzystują miejską przestrzeń do promocji swoich produktów.

Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w ciągu ostatnich 12 miesięcy skontrolował 51 nośników reklamowych w Poznaniu. Wynik? 35 reklam stało nielegalnie! Właściciele budynków starają się kombinować jak mogą rozwieszając na nich wielkie płachty krzykliwych reklam pod pozorem remontów, jednocześnie zasłaniając okna lokatorów.

Tadeusz Jurga, wicedyrektor wydziału urbanistyki i architektury Urzędu Miasta dość krytycznie ocenia całe zjawisko – Mamy w Polsce reklamowy Dziki Zachód. Zawłaszczają przestrzeń publiczną, atakują nas z każdej strony. Są stawiane bez zahamowań, samowolnie, również przed duże i szanujące się firmy. Jesteśmy na takim poziomie cywilizacyjnym, że pieniądz rządzi wszystkim. Nikt się nie liczy z wrażliwością przestrzenną mieszkańców.

Jestem ciekaw kiedy firmy zrozumieją, że tradycyjne billboardy są już nieefektywne. Kiedy ktoś porówna koszty emisji takiej kampanii i skutecznego dotarcia do świadomości (i/lub podświadomości) swojego konsumenta? Czy naprawdę łatwiej setny raz przyklepać ten sam papier i stworzyć kampanię w ten sam sposób, na tych samych nośnikach zmieniając tylko zdjęcie uśmiechniętej blondynki na uśmiechniętą brunetkę?

Czy ekspansywne reklamy na ulicach nadal są skuteczne? Zgadzam się w 100% z prof. Rafałem Drozdowskim, socjologiem z UAM zajmującym się reklamą. – Jest ich coraz więcej, zlewają się ze sobą, tworzą wizualny chaos. Z czasem przestajemy je dostrzegać. Stają się niezauważalnym elementem krajobrazu, jak np. słupy telegraficzne. Ludziom nie podoba się, że reklamodawcy zawłaszczają naszą wspólną przestrzeń. To budzi niechęć. Ale są reklamy, które lubię. Na przykład chałupniczy napis „Kaszanka dla biznesmena” ustawiony przy szosie. Świadczy o tym, że Polska nie jest wciąż w korporacyjnym jasyrze