Życie prywatne gwiazd – oksymoron?

Aż trudno sobie wyobrazić, że jeszcze kilkanaście lat temu „życie prywatne” polityków czy celebrytów to nie był tylko oksymoron. Doskonałym przykładem tego, jak było kiedyś, a jak jest teraz może być książka Mazarine Pingeot, która napisała powieść o swoim dzieciństwie pod tytułem „Mały żołnierzyk” . Mazarine Pingeot, Mazarine Pingeot… na pierwszy rzut oka to nazwisko nic nie mówi Polakom. Jednak jeśli poszperamy i poszukamy informacji na temat autorki, szybko okaże się, że jest ona córką jednego z najbardziej znanych i wpływowych polityków XX wieku – Françoisa Mitterranda, byłego prezydenta Francji – i jedną z największych „tajemnicy poliszynela” V Republiki.

Świat  o istnieniu Mazarine dowiedział się dopiero rok przed śmiercią Mitterranda, gdy miała ona już 19 lat. Wtedy to też na okładce tygodnika „Paris Match” ukazało się jej zdjęcie z prezydentem, zrobione przez paparazzi. Zdjęcie to nie było wynikiem skomplikowanego śledztwa, czy nagłego, niespodziewanego odkrycia dziennikarskiego. Jednak zwiastowało nieuchronnie nadejście dzisiejszych czasów, gdzie Pudelek ma większą siłę oddziaływania niż TVN 24, a plotka to news największej wagi. Patrząc z dzisiejszej perspektywy wręcz nieprawdopodobny jest fakt,  że zaledwie kilkadziesiąt lat temu prywatne życie polityków i gwiazd często stanowiło tabu. Wiadomości, które dziś mogłyby strącić ze stołka najważniejszych polityków, czy zniszczyć karierę niejednemu celebrycie, nie były poruszane w mediach. I chodź sam Mitterrand i Pingeot też mocno starali się ukryć jakie łączą ich relacje, to siłą rzeczy coraz więcej osób w otoczeniu prezydenta znało prawdę. Obowiązywał ich jednak niepisany pakt milczenia. Mimo iż politycy (również przeciwnicy prezydenta), urzędnicy a nawet i dziennikarze wiedzieli o prezydenckiej córce lub rozmawiali o niej w kuluarach, prawda o nieślubnym związku Mitterranda wyszła na światło dzienne dopiero w trzynastym roku jego urzędowania, kiedy to Mazarine była już dorosłą kobietą.

Dlaczego kiedy powinnam pisać o PR’rze, piszę o książce? Bo warto przeczytać książkę Mazarine Pingeot nie tylko dla samej historii, ale także patrząc na opisywane przez nią wydarzenia przez pryzmat relacji prezydenta z otoczeniem, mediami i PR’em. A przede wszystkim też zabiegów Pałacu Elizejskiego, aby jak najdłużej utrzymać w sekrecie istnienie pozamałżeńskiego związku i dziecka, a także niepisanej etykiety i zasad, które obowiązywała w tamtych czasach dziennikarzy.