Cichy krzyk

Od dobrych kilku tygodni w mediach i sklepach panuje rozkoszna świąteczna atmosfera. Mam na myśli wszelkiej maści komunikaty mające na celu nakłonić konsumentów do zakupu prezentów, żywności i wszystkiego, co w jakikolwiek sposób może wiązać się z Bożym Narodzeniem. Ale możliwa do zauważenia jest także druga strona świątecznego medalu.

Medal ten sam w sobie także można oglądać z różnych kątów. Okres przedświąteczny to czas aktywnego działania nie tylko nastawionych na zysk komercyjnych firm, dla których grudzień oznacza okres żniw. Czas ten to także moment intensyfikacji akcji charytatywnych, których celem jest pomoc materialna – zebranie żywności, darów, pieniędzy i przekazanie ich najbardziej potrzebującym. Instytucja przedświątecznej pomocy jest dobrze znana, nie będzie więc ona przedmiotem mojego zainteresowania.

Święta to moment w roku, kiedy stajemy się bardziej refleksyjni i otwarci na drugiego człowieka,  to czas rozliczeń i podsumowań. Oczywiście kiedy już ucichnie wrzawa zakupów i opadnie stres z nimi związany. Wtedy jest szansa na przemyślenie dokonań z mijającego roku, rozliczenie z sukcesów i porażek oraz snucie planów na rok następny. Starają się to wykorzystać organizacje o profilach bezpośrednio ze Świętami nie związanych. Dobrym przykładem jest kreacja propagująca dawstwo organów. Być może rzeczywiście wizualne przedstawienie części ciała w formie zapakowanego prezentu skłoni kogoś do poparcia tej inicjatywy. W końcu taki podarunek nie przynosi chwilowej radości, lecz ratuje to, co każdy ma najcenniejszego.

Święta to oczywiście pokarm dla ciała (którego nadmiar od 1 stycznia wszyscy będą się starali zgubić), ale przede wszystkim dla ducha, przynajmniej w teorii. Uwagę na to zwracają i do niestandardowych przemyśleń skłaniają twórcy kampanii anglikańskiego kościoła St. Matthew-in-the-City w Auckland w Nowej Zelandii. Przygotowany na jej potrzeby obraz przedstawia leżącego na sianku małego Jezusa z aureolą nad głową. Wigilijny standard? Nie do końca. Aureola ma kolory tęczy, a towarzyszący obrazkowi tekst oznajmia, że nadszedł czas by Jezus mógł come out. Świetna gra znaczeń według autorów ma zachęcić do przemyślenia człowieczeństwa Jezusa. Podobnie jak kampania zeszłoroczna, której bohaterką była trzymająca test ciążowy Maria. Dodatni, stąd malujące się na jej twarzy zaskoczenie i obawa.

Koncentrację na sprawach ludzkich, dotychczas obecną w tym tekście, przejawiają ludzie przez cały rok. Także w Święta, kiedy liczą się tylko i wyłącznie ludzka wygoda, przyjemności, zadowolenie i satysfakcja z pięknych ozdób i pysznego jedzenia. Mało kogo obchodzi los środowiska naturalnego, które w okresie bożonarodzeniowym ponosi ogromne koszty. Mam na myśli skalę globalną – świąteczna konsumpcja wymaga zwiększonej produkcji towarów i usług, której towarzyszą ogromne zanieczyszczenia. Towary pod postacią prezentów lądują pod milionami choinek. Przynajmniej w Polsce większość z nich jest żywa. Dobrze, jeśli pochodzą ze specjalnych hodowli, bo nadal popularne w naszym kraju są najazdy na lasy i zwyczajne ich niszczenie. Choinki, choć żywe, nie czują bólu, w przeciwieństwie do karpi, dla których Boże Narodzenie równa się masowej zagładzie i długotrwałej gehennie.

Kupno żywej choinki oznacza ścięcie drzewka, radość przez kilka tygodni i ostatecznie wyrzucenie łysego badyla na śmietnik. Od sprzedawców aż się roi, dlatego zabiegają oni o klienta oferując coraz większą wartość dodaną. Na dobry pomysł wpadł Praktiker, który kolejny raz gwarantuje posadzenie większej ilości drzewek niż zostanie wyciętych. Tym razem w miejscu jednej choinki mają urosnąć 3 nowe. Warto by sprawdzić dotrzymanie tej obietnicy.

Największą świąteczną bolączką jest jednak los karpi. Niestety tylko dla działaczy ekologicznych. Znakomita większość społeczeństwa wystaje w niekończących się kolejkach z zamiarem kupienia żywych ryb. Po zakupie godzinami trzymane są one bez wody w foliowych siatkach, w których dusząc się cierpią po prostu niewyobrażalne katusze. Głosu nie mają, więc nie poruszają ludzkich sumień. Do wigilijnej nocy nie dożywają, więc nie mają możliwości przemówić w języku swych oprawców. Którzy wtedy zwyczajowo udają się na Pasterkę, dając upust miłości bliźniego. Szkoda, że nie dotyczy ona braci mniejszych.

Uwagę na ten problem od lat zwraca Klub Gaja, prowadząc kampanię „Jeszcze żywy KARP”. Składają się na nią plakaty, spoty telewizyjne i radiowe, ulotki i bannery. Wszystkie można zobaczyć na dedykowanej stronie internetowej www.jeszczezywykarp.pl. Akcję wsparli, użyczając swojego wizerunku, aktorzy Bartłomiej Topa, Magdalena Różczka, Julia Pietrucha i Magdalena Popławska oraz Robert Makłowicz, a także pisarze Olga Tokarczuk i Artur Pałyga.

Warto też przypomnieć wcześniejsze odsłony kampanii:

Pozostaje mi życzyć wszystkim Świąt spędzonych w sposób przyjemny i radosny, aczkolwiek bardziej świadomy.