Mamy butelki z benzyną i kamienie. Albo farbę.

Sprawę zniszczenia frontu butiku Zienia w Warszawie pewnie każdy, mający jakikolwiek kontakt z mediami, zna. Doszczętnie oblane farbą ściany i witryny nadawały się tylko do gruntownej odnowy. Wandalizm, bohaterstwo? Zdania były podzielone, skrajnie. Sam też zacząłem się zastanawiać nad odpowiedzią na tak postawione pytanie. Poniżej garść przemyśleń, która ma stanowić wstęp do kolejnych tekstów.

Komunikacja społeczna to dziedzina wielopoziomowa, wieloaspektowa i skomplikowana. Niezależnie od tego, czy to się komuś podoba, czy nie, jej integralną częścią pozostaje reklama. To prawda, jest ona wszechobecna – w przestrzeni publicznej i, niestety, prywatnej, w realu i internecie, w mediach i wytworach kultury. Producenci dóbr, usługodawcy, dystrybutorzy, handlowcy – wszystkim zależy na dotarciu ze swoim komunikatem do odbiorcy z grupy docelowej. Emitowanych komunikatów jest tak dużo, że wszystkie razem, zmieszane ze sobą, dają efekt szumu komunikacyjnego nie do przebrnięcia. Nic dziwnego, że można mieć tego dość. Z mediów głównego nurtu atakują nas wątpliwej jakości reklamowe przekazy, jak gdyby nie wystarczyła miałka treść zapełniająca ramówkę. Product placement sprawia, że oglądając film nie wiem czy nie powstał on tylko po to, by sprzedać więcej Coli. Szukając na forach porady nie wiem czy ktoś poleca Canona w ramach godzin swojej pracy, czy rzeczywiście jest zachwycony jego niezawodnością. Miasta wyglądają jak przystrojona przez schizofrenika choinka. Już legalne billboardy, płachty, citylighty czy tablice zasłaniają jego pierwotną tkankę. Nielegalne ogłoszenia czy ambient w każdym możliwym miejscu przelewają szalę goryczy. Napełnianą od lat przez siedziby globalnych korporacji w najbardziej reprezentacyjnych punktach miast – mojego i wszystkich innych, polskich i zagranicznych.

I co? Dla jednych nic, tak skonstruowane kulturowo środowisko to naturalne otoczenie, wątpię by zastanawiali się nad tym, że może być inaczej. Pogardliwie nazywani lemingami dbają o własne dobro korzystając z dobrodziejstw transformacji. Inni buntują się przeciwko zastanemu systemowi. W różny sposób. Mniej lub bardziej efektowny, zawsze podobnie nie efektywny; czasem konstruktywny, częściej jednak wręcz przeciwnie. Działania grupy 15W08 uważam za efektowne i niszczące, nie tylko fasady kamienic, ale i podstawy bardziej efektywnych działań antysystemowych. Są one bezsensowne. Szczególnie, że zgadzam się z opinią, zgodnie z którą bunt wyrasta nie ze sprzeciwu wobec podstawowych założeń systemu, ale z żalu, że ten system buntowników nie chce, nie potrzebuje. Są oni Oburzeni, ale gdyby tylko system dał im szansę wejścia w swoje struktury, z pewnością by z niej skorzystali.

Tak, destrukcja jest ekscytująca. Każdy chyba w dzieciństwie tłukł znalezione butelki, rzucał cegłami, rozpalał ogniska i nie wiadomo co tam jeszcze. Dla czystej przyjemności. Niektórzy bawili się też w pisanie po murach, gdy poczuli przymus zapoznania świata ze swoimi poglądami lub sprzeciwem wobec poglądów innych. Chociaż słowo „zabawa” jest tutaj nie na miejscu. Sam śmiertelnie poważnie traktowałem wypisywane na murach mojego miasta hasła i byłem dumny gdy jedno z nich tkwiło na jego głównej przelotówce ponad 10 lat. Z hasłami oczywiście nadal się utożsamiam, ale dzisiaj wiem, że nie tędy droga. W teorii konfliktu działania 15W08 określa się mianem konfliktu nierealistycznego, do niczego on nie prowadzi, jedynie pozwala walczącym stronom sobie ulżyć.

Czy niszczyciele kamienic ulżyli sobie? Pewnie tak. Czy coś zmienili? Z pewnością plany budżetowe miasta, które zmuszone będzie odnowić obryzgane ściany (bo to ono za to odpowiada, prawda?) Kto na tym skorzysta? Pewnie jakaś firma oferująca tego typu usługi. Koniec końców więc antykapitalistyczne działanie wesprze kapitalizm. Ironia losu. Szkoda, że nie rozumieją tego wszelcy uliczni zadymiarze – za zniszczone mienie płacą zawsze wszyscy razem. Nieważne czy to ściana, czy policyjne samochody.

Rozumiem, że sprawcy chcą obalenia systemu, ale zachowują się jak szczeniaki, sami nie rozumieją, zdaje się, świata, w którym żyją. Niszcząc kilka witryn chcą zahamować konsumpcjonizm? Chcą zwrócić na ten problem uwagę świata? Trzeba być niepoważnym, by w to wierzyć. I w sumie mało odważnym, bo w ruch nie poszły tytułowe, znane sprzed 10 lat, butelki i kamienie, tyko farba. Relatywnie delikatny środek wyrazu spośród dostępnych narzędzi. „Jesteśmy przeciwko, ale zachowujemy umiar” – taki komunikat zdają się wysyłać sprawcy. „Chcielibyśmy, ale jednak się boimy”. Wybierają farbę, o mołotowach czytając jedynie w internecie, dostarczanym przez krwiożerczego operatora. Walczą z systemem, jednocześnie będąc w nim po dziurki w nosie zanurzonym. Manipulują ideami, które kiedyś były moje, których do końca nie rozumieją.

Opracowanie programu negatywnego jest bardzo proste. To, to i jeszcze to należy zniszczyć, tego powinno nie być, to jest złe. Super, a co dalej? Najpierw więc określcie co chcecie zbudować, kiedy już zniszczycie to, co jest. Albo zajmijcie się czymś choć trochę pożytecznym. Wzorów do wykorzystania jest bardzo dużo – można segregować śmieci, sadzić krzaczki lub realizować się poprzez sztukę. Zamierzam, żeby nie być gołosłownym, w najbliższej przyszłości poświęcić tutaj trochę miejsca takim właśnie działaniom wymierzonym w dominację reklamy w przestrzeni publicznej. To się dzieje teraz! Polecam Radio Armageddon.