Takie brzydkie, a w wiszą

Reklamy otaczają nas ze wszystkich stron, to jasne. Prześladują nas nie tylko w bezkresnym internecie, sklepach czy telewizji, ale również i przestrzeni miejskiej.

635427609178607768(Źródło http://www.skyscrapercity.com/)

Outdoor, czy jak kto woli OOH – out-of-home, bo tak po „bożemu” nazywa się zjawisko reklamy zewnętrznej, z pewnością obejmuje bardzo szerokie spektrum możliwości (od tradycyjnego plakatu po reklamy aktywne – świetlne etc.) Na czym polega jego fenomen? To proste – w przeciwieństwie do reklam zamieszczanych w mediach, te zewnętrzne ograniczają się do minimum tekstu, komunikując produkt w sposób czytelny i łatwy do identyfikacji z marką. Często wykorzystywany jest również zabieg budowania stopniowego napięcia, czyli najpierw puszczamy teaser, następnie kilka kolejnych komunikatów, które rozwijają treść przekazu.

(Źródło https://www.facebook.com/jezyckipierdolnik)

10478020_906267919392041_7223200847024697938_n2219

 

Ogólnie im reklama bardziej abstrakcyjna, tym większa szansa na sukces. Wiadomo też, że outdoor jest, był i pewnie niestety (albo „stety”) będzie najpopularniejszą formą reklamy. Niestety takie czasy, jesteśmy zalani oceanem marek, które chcą się sprzedać. Rynkiem rządzi klient, którego do siebie trzeba najpierw zwabić. Konsumenci jednak nie są już tak naiwni, dlatego też kreatywni pomysłodawcy generują pomysły, zalewając nimi wszystkie możliwe przestrzenie. I tu właśnie pojawia się problem. Billboardy, plakaty, balony, instalacje stawiane w centrach miast, na poboczach, wieszane na kamienicach… Jak wpływają na ogólny odbiór danej miejscowości? Szpecą czy upiększają?

1896881_671702519558765_1411831996_n(źródło https://www.facebook.com/ulepszpoznan)
635427609178607769
(Źródło miastomoje.org)

Plakaty, afisze, billboardy, citylighty (czyli podświetlone tablice na przystankach tramwajowych i autobusowych), infoscreeny, diapazony, mobile, wielkoformatowe nośniki reklam, plansze, słupy ogłoszeniowe, a także backlight scrolle (tablice z przewijanymi powierzchniami reklamowymi) zalewają miasta. Są niemalże wszędzie. Pamiętacie jeszcze, jak wyglądały ulice bez nich?

2218Przechwytywanie

 

(źródło http://www.ulepszpoznan.pl/portfolio/aktywizacja-urbanistyczna-ulic-za-pomoca-wymiany-nosnikow-reklamowych-i-witryn/)

Wiele polskich miast zmaga się z problemem zaśmiecania przestrzeni reklamami zamieszczanymi byle gdzie, często nielegalnie. Różnorodność formy, koloru i przekazu powoduje, że spacerując ulicami czujemy się jak na straganie przaśności. Tworzonych jest więc wiele projektów, których celem jest uporządkowanie przepisów określających wygląd, kształt, treść oraz przestrzeń, w której ma zawisnąć takowy „delicjusz”. Dodatkowo powstają również pomysły mówiące o tym, by wytyczyć w mieście konkretne przestrzenie, w których ujednolicone reklamy znalazłyby swoje miejsce, oczyszczając tym samym miasto z tzw. „śmieci”.


635427609178451464(źródło http://www.bryla.pl/bryla/51,85300,16464565.html?i=2)

Jako poznanianka zmagam się z problemem oczopląsu, którego doznaję codziennie spacerując ulicami pięknej starówki. Nie bez powodu zainteresowałam się tym tematem i nie bez powodu z dziką przyjemnością wspomnę o genialnym (w moim odczuciu) projekcie dr Natalii Regimowicz pt. „Witryny sklepowe jako czynnik aktywizacji urbanistycznej ulicy – na przykładzie śródmieścia Poznania” (zachęcam do wygooglowania).

Na szczęście dla nas, władze miast zaczynają dostrzegać problem nachalnego outdoor’u. Burmistrz Kazimierza Dolnego pokazał, że można… Podejmując współpracę ze środowiskiem artystycznym wyznaczył wymogi, jakie musi spełniać dany szyld, by mógł pojawić się na budynku w miasteczku. W ścisłym centrum zaś zabronił w ogóle zamieszczania reklam. Nic dziwnego, starówki jako serca i wizytówki miast powinny zachwycać piękną, zabytkową architekturą. To raczej oczywiste. Mam nadzieję że z czasem władze innych miejscowości dojdą do tego samego wniosku.