W życiu chodzi o to, by być trochę niemożliwym

Słowa Oscara Wilde’a przywoływane są dość często, nie zawsze jednak adekwatnie do sytuacji. Tym razem moment jest idealny. Richard Branson, miliarder z Wielkiej Brytanii, został stewardesą w konkurencyjnych (w stosunku do jego Virgin Atlantic), liniach lotniczych.

Branson znany jest ze swojego ekscentrycznego zachowania, ale tego, że ogoli nogi, włoży rajstopy i zacznie obsługiwać pasażerów, nikt się nie spodziewał… Jego nowe wcielenie to efekt przegranego zakładu z Tonym Fernandesem, właścicielem linii lotniczych AirAsia. Obaj panowie cenią sobie zdrową konkurencję.

Formuła absurdu

Wszystko zaczęło się od zainteresowania Formułą 1. Branson w 2009 roku został sponsorem zespołu Brawn GP, następnie zainwestował w Manor Grand Prix, wykupując 80% udziałów i zmieniając jego nazwę na Virgin Racing. Fernandes natomiast zainwestował w Lotus F1 Racing. Podczas sezonu założyli się o to, którego zespół okaże się być lepszy. Wygrał Tony Fernandes (10 miejsce Lotus F1 Racing), zespół Bransona uplasował się na 12, ostatnim, miejscu. Przegrany miał przepracować jeden dzień jako stewardesa w liniach lotniczych konkurenta.

Mistrz dystansu

Upłynęły niemal 3 lata, zanim Branson wywiązał się z wyzwania. Zapewne konkurent stracił już nadzieję, że milioner stawi się u niego w pracy. A jednak! Specjalnie z tej okazji przygotowano 6-godzinny lot z Australii (Perth) do Malezji (Kuala Lumpur). Przy błysku fleszy ogolono Bransonowi nogi, po czym z uśmiechem prezentował je dziennikarzom. Na pokład samolotu wszedł wystrojony w czerwony kubraczek, rozdając całusy na prawo i lewo. Całości dopełniły pomalowane usta i doklejone rzęsy (nie pozbył się jedynie charakterystycznej brody). Mistrz dystansu? Na pewno, ale to tylko jednej z elementów utrwalających wizerunek ekscentrycznego milionera, który cieszy się życiem.

Dwie lewe ręce

Branson robił wszystko to, co należy do obowiązków stewardesy – podawał pasażerom posiłki, serwował napoje, prezentował  zasady bezpieczeństwa. Nie obyło się bez wpadek, a raczej przemyślanej złośliwości – na głowie Fernandesa, który także znalazł się na pokładzie, wylądowała taca z napojami… Nic więc dziwnego, że brytyjski milioner, został wylany z pracy. Zapewne przyjął to z ulgą – nie od dziś wiadomo, że praca w przestworzach nie należy do najłatwiejszych, a Branson wysilać już się nie musi. Jest ustawiony do końca życia. O tym, jak wielką siłę przyciągania mediów ma ekscentryczny bogacz, świadczy komunikat wypuszczony przez amerykańską agencję prasową Associated Press – Milioner nie sprawdził się w nowej roli, został zwolniony. Wartość tej informacji każdy może ocenić sam.

Szczytny cel

Być może wariactwa Bransona nie wszystkim się podobają. Lot przemienił się w farsę, ale nie była to tylko zwykła zabawa dla bogaczy. Zysk z biletów lotniczych przeznaczono na cele charytatywne. Wsparcie otrzyma australijska fundacja Starlight Children. Jak podają media, zebrano ok. 200 tys. dolarów. To kolejny dowód na to, że Richard Branson to instytucja, która wie, jak jednocześnie zadbać o swój wizerunek, dobrze się zabawić i wesprzeć innych. Podobno, gdy ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego. W wypadku to stwierdzenie w ogóle się nie sprawdza.