Wrażenia po „Nocy Reklamożerców”

Nasycenie telewizji spotami reklamowymi przekracza obecnie granice dobrego smaku – nie jest to chyba tylko moja opinia. Gdyby jeszcze ich poziom był chociaż zadowalający… Czy można więc zrozumieć ludzi, którzy z własnej i nieprzymuszonej woli, po tygodniu pracy lub nauki, decydują się spędzić kilka godzin na oglądaniu tylko i wyłącznie reklam? Można! Wystarczy wziąć udział w Nocy Reklamożerców.

Jest to największa na świecie, obok festiwalu Cannes Lions, impreza branży reklamowej. W Polsce cieszy się bardzo dużym powodzeniem, o czym świadczy powiększająca się z roku na rok frekwencja w Multikinach w całym kraju. Widzów przyciągają nie tylko filmy reklamowe, ale masa dodatkowych atrakcji oferowanych między poszczególnymi blokami. Konkursy, zabawy i promocje cenowe są tym, co reklamożercy lubią najbardziej.

Chociaż nie, największą uwagę bywalcy imprezy poświęcają samym reklamom. Z kilku powodów. Po pierwsze, te filmy w większości i dla większości oglądających są nowe – świeże, nie znudzone, interesujące. Być może widziane gdzieś za granicą lub w Internecie, ale jednak nieznane na pamięć po setnym obejrzeniu w przerwie filmu w telewizji. Dzięki temu niemal każdy spot dostarcza widzom niemałych emocji – radości, czasem także wzruszenia. Potęguje je efekt zaskoczenia, gdy na końcu filmu okazuje się, że reklamuje on zupełnie inny produkt niż przewidywany.

Takie zdziwienie bywa bardzo inspirujące, dla ludzi zawodowo mających z reklamami jakąkolwiek styczność, ale nie tylko. Oglądając wybrane reklamy można poznać pomysły ludzi nie tylko z innych krajów, ale także kręgów kulturowych. Można je potem wykorzystać na własnym gruncie lub przeciwnie, podjąć czasem zbawienną decyzję o nieprzenoszeniu do Polski rozwiązań np. z Japonii. Innymi słowy – można się sporo nauczyć.

Z takim też nastawieniem wybierałam się na tegoroczną Noc Reklamożerców. Niestety nie jestem dobra w zapamiętywaniu pojedynczych epizodów, podobnie w zapisywaniu słów kluczy na kartce w ciemnym kinie. Dlatego też mogę opisać swoje bardziej ogólne wrażenia niż zrecenzować pojedyncze filmy. Mogę najogólniej powiedzieć, że podobało mi się, głównie z powyżej opisanych powodów. Lubię być zaskakiwana, lubię nieoczekiwane rozwiązania akcji i niespodziewane zakończenia. Podoba mi się przełamywanie schematów i stosowanie nieszablonowych zagrywek. Ważne dla mnie jest również poczucie humoru, które występuje w reklamach. Tego wszystkiego można było doświadczyć. Ciekawym doświadczeniem było dla mnie obejrzenie reklam spoza Europy, choć nie wszystkie przypadły mi do gustu. Zdecydowanie natomiast za mało pojawiło się reklam społecznych czy poświęconych istotnym dla ludzkości sprawom, no ale tak wygląda rzeczywistość, więc trudno mieć o to pretensje. Podsumowując, w tym roku chyba najmniej od kilku lat słychać było zachwyt na sali kinowej.

Poniżej kilka reklam, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Z chęcią poznam także Wasze wybory.