Co w polityce ćwierka?

Według badań European Trusted Brands z 2012 roku, ponad 60% Polaków nie wierzy informacjom przekazywanym przez radio i telewizję. Mediom tym ufa zaledwie 37% respondentów, prasie wierzy 38% badanych. Internetowi wierzy 56% z nas, co plasuje Polskę w europejskiej czołówce. O związkach nowych mediów, internetu i polityki mówi się tak wiele, że większości z nas wydaje się, że nasi politycy na dobre zaprzyjaźnili się z siecią i możliwościami, które ona oferuje.

Tymczasem aż 74% kandydatów w wyborach do Sejmu w 2011 roku i 54% kandydatów do Senatu nie posiadało własnej strony internetowej[1]. To o tyle zaskakujące, że pozwala to uniezależnić się od mediów tradycyjnych oraz stworzyć alternatywne dyskursy kontrolowane w pełni przez nadawcę – mogą oni decydować o formie (multimedialność), czasie (możliwość szybkiej reakcji i nieustanna aktualizacja) oraz treści przekazu. Jeśli do tego dodać relatywnie niski koszt oraz możliwość zaangażowania wyborców i potencjalnych wyborców w długotrwałą relację opartą o interaktywność, która wymaga aktywności kandydata (media społecznościowe to dialog, nie monolog), to widać wyraźnie, że spełniło się marzenie partyjnych strategów odpowiedzialnych za kampanie wyborcze. Partie dysponują już nie tylko witrynami, kanałami na YouTube, politycy prowadzą blogi, „ćwierkają” na Twitterze, są obecni na Facebook, NK czy Wikipedia. Ponieważ działania te są nadal nowością dla większości z nich, nie brakuje pomyłek, wpadek i braku zrozumienia specyfiki tego kanału komunikacji.

Narodowa katastrofa na Twitterze

Jednym z najbardziej aktywnych polityków na portalu Twitter jest minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Pod koniec stycznia 2013 roku mógł pochwalić się ponad 3 tysiącami wpisów i ponad 92 tysiącami obserwujących. 31 lipca 2012 roku napisał on: „Warto wyciągnąć lekcję także z tej narodowej katastrofy”oraz odesłał do „Strony  przeciwników kultu sprawców Powstania Warszawskiego” (www.powstanie.pl). O ile nie można odmówić komuś prawa do oceny narodowego zrywu, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że szef dyplomacji postąpił przynajmniej nietaktownie zamieszczając swój wpis w przeddzień rocznicy wybuchu Powstania. Ponadto należy zadać sobie pytanie, czy wypada, żeby minister Rządu RP odsyłał do strony, na której znaleźć można takie słowa:

Prawda jest taka, że żołnierze AK zaufali przywódcom Powstania, że poprowadzą ich do zwycięstwa, czyli pokonania garnizonu niemieckiego w Warszawie – a ci poprowadzili ich do z góry ZAPLANOWANEJ KLĘSKI.

Ponieważ Twitter pełni jeszcze w Polsce rolę medium wtórnego, to wpis ministra Sikorskiego odbił się szerokim echem w prasie, radio i telewizji. PJN zorganizowała nawet specjalną lekcję historii dla szefa dyplomacji, protestowali stołeczni radni PiS, krytycznie ocenił tę wypowiedź Prezydent Bronisław Komorowski. Niewiele pomogły wyjaśnienia sprawcy zamieszania, który tłumaczył, że nikt nie wyprzedzi go w szacunku dla weteranów, ale też nikt go nie zwolni z patriotycznego obowiązku analizy zwycięstw i klęsk, by te się nigdy nie powtórzyły. Niesmak pozostał.

Bydle się lansuje

Awaryjne lądowanie bez podwozia lotu LOT 016 na warszawskim Okęciu pokazało wiele stacji telewizyjnych nie tylko w Polsce. Tadeusz Wrona w ekspresowym tempie został bohaterem mediów. Kiedy z bohaterskim pilotem spotkał się prezydent Komorowski, jeden z radnych PiS napisał na Twitterze, że „(…) teraz te szuje z PO będą piały jaki to wielki sukces ryżego”. W innym wpisie można było przeczytać: „Miała być konf LOT ale to bydle musi się podlansować, podziękuj swoim panom z Kremla pajacu”. Trudno wyobrazić sobie, co kierowało radnym Maciejem Maciejowskim, kiedy znieważył głowę państwa. Jest on doświadczonym użytkownikiem (Tweet grader ocenia go na 95,8 w 100 stopniowej skali), dlatego można chyba z dużym prawdopodobieństwem założyć, że jego sposobem na funkcjonowanie w przestrzeni publicznej jest szokowanie. Szkoda jedynie, że tak marnej jakości.

 

Rozebrane siostry Napieralskiego

Klip „Są nas miliony”, które dla kandydata SLD wykonały bliźniaczki z 2Sisters (wg profilu na Facebook to „Pierwsze bliźniaczki polskiego szołbiznesu”) obejrzały tysiące internautów. Nie o klip tu jednak chodzi, a o to, co stało się po wyborach. Edyta i Anita nazywane „Aniołkami Napieralskiego” w wywiadach odważnie opowiadały o tym, że wymieniały się partnerami i wzięły udział w rozbieranej sesji dla jednego z magazynów dla mężczyzn. Co prawda rzecznik SLD tłumaczył, że panie są ładne i młode, zatem mogą robić co chcą, jednak zachowanie dziewcząt stało się kłopotem dla partii i samego kandydata.

Gaz tanieje od ćwierkania

Intuicja podpowiada mi, że min. Budzanowski wkrótce będzie miał ważne wiadomości ws. cen gazu dla Polski – wpis o tej treści ukazał się na twitterowym koncie ministra spraw zagranicznych 5 listopada 2012. Na bok należy odłożyć dyskusję nad tym, czy właściwym jest, by minister ogłaszał tego typu decyzję za pomocą medium o ograniczonym zasięgu. Dużo ważniejsze jest to, czy nie złamał on prawa. Politycy PiS zastanawiali się, czy informując o pozytywnych rezultatach negocjacji PGNiG z Gazpromem, minister mógł wpłynąć na kurs giełdowy spółki, zwłaszcza że ten wzrósł o kilkanaście procent. Chociaż Komisja Nadzoru Finansowego uznała, że do złamania prawa nie doszło, to znowu pozostał niesmak. Czy chęć brylowania w mediach nie wzięła tu góry nad zwykłym rozsądkiem? Czy zadaniem szefa dyplomacji jest uprzedzanie ministra skarbu w ogłaszaniu rezultatów negocjacji biznesowych?

Pracowite wakacje z nagim torsem

Politycy nie uniknęli również wpadek na portalu Facebook. Poseł PiS Zbigniew Girzyński zamieścił tam swoje wakacyjne zdjęcie bez koszulki. Zapewne liczył, że dzięki niemu zyska w oczach wyborców, jednak się zawiódł. Na jego profilu szybko pojawiły się niewybredne komentarze: Geje oszaleją; Mrau!; Mój sokole gromowładny.

 

Nowe media, media społecznościowe dały politykom potężny instrument, za pomocą którego mogą prowadzić komunikację polityczną z wyeliminowaniem jednego z jej stałych elementów – mediów. To szansa dla tych osób, które nie mogą przebić się do mediów a tym samym do świadomości wyborców. Są przykłady osób, które szansę tę wykorzystują znakomicie (Paweł Kowal, Janusz Palikot), ale są również takie, których działalność wywoływać może jedynie zażenowanie.

Autorem wpisu jest Marcin Piechocki – Adiunkt na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zawodowo zwiazany z mediami, redaktor naczelny „Akademickiego B+R”, pierwszego w Polsce pisma o tej tematyce wydawanego na iPada.

 


[1] Dane za raportem „Internet w kampanii wyborczej w 2011 roku”, który przygotował Instytut Spraw Publicznych.