Jak Cię widzą, tak Cię piszą -> jak się piszesz tak Cię widzą

Dlaczego tak łatwo przychodzi nam wymachiwanie intymnymi informacjami na nasz temat gdy tylko dorywamy się do komputera? Informujemy wszystkich lewo prawo o tym gdzie pracujemy, jakie szkoły skończyliśmy z kim jesteśmy związani i co jemy na obiad. Większości z przeciętnych użytkowników Internetu nie stać nawet na to, żeby przejrzeć opcje ustawień prywatnych kont portali społecznościowych i wysilić się na minimum ostrożności, a kontakty znajomych przyjmujemy zewsząd – szkoła, praca, impreza, nieważne.

Funkcjonowanie w Internecie bardzo długo wiązało się z możliwością anonimowości – czy właśnie z tych czasów zostało nam przyzwyczajenie do niekontrolowania naszych poczynań w sieci? Pojawienie się Naszej Klasy, a potem rozpowszechnienie Facebooka razem z wymogiem podawania prawdziwych danych osobowych przy rejestracji przedefiniowuje kategorię kreacji naszego wizerunku w sieci – w coraz mniejszym stopniu go wymyślamy, jednak nadal mamy możliwość selekcji informacji i treści, które na swój temat zamieszczamy.

Dlaczego zatem tyle osób decyduje się, by światu pokazywać te najbardziej żenujące? Najwyraźniej media zmieniają się szybciej niż nasza umysłowość, a nasza umiejętność z korzystania z nich zwyczajnie za nimi nie nadąża.

Współczesne dzieci dorastają już w świecie szerokich możliwości komunikacyjnych, ale nikt, o zgrozo, nie uczy ich tego, jak się niby posługiwać – nie mam tu na myśli wykorzystywania ich potencjału, ale kwestie bezpieczeństwa i odpowiedzialności za swoje wypowiedzi i zamieszczane treści. To, jak bardzo jest źle, pokazał chociażby projekt Grażyna Żarko – niejeden młody człowiek wystawił sobie świadectwo własnej głupoty, które może zaważyć na jego życiu, zawodowym chociażby. Nie ma w tym żadnej przesady. Jeszcze nigdy informowanie świata o tym, że jesteśmy skończonymi idiotami nie było tak proste.

Wynika to byćmoże z tego, że ich rodzice sami nie potrafią posługiwać się Internetem lub też może nie zdają sobie sprawy, że jest to coś, czego powinni swoje dzieci uczyć. Przykładów dorosłych ludzi – osób publicznych także – które przez nieprzemyślane wpisy na Facebooku traciły pracę lub wpadały w inne tarapaty jest wiele. Nie będę ich przytaczać, bo każdy na pewno pamięta jakiś, lub bez problemu może je znaleźć.

W takich okolicznościach rodzi się nowa społeczna potrzeba. Pewnie zdarzają się w liceach czy gimnazjach nauczyciele informatyki, którzy w ramach jakiegoś ćwiczenia każą uczniom zgooglać swoje imię i nazwisko. Przeczucie mówi mi jednak, że jest ich niewielu.

Odpowiedzią byłoby stworzenie pełnego, różnopoziomowego i przemyślanego bloku zajęć, które uświadamiałyby młodym ludziom, że każda treść w sieci raz wrzucona jest nieusuwalna, a wszystko co piszą i zamieszczają składa się na ich życiowe CV. Również to zawodowe. Do takiego właśnie projektu się przymierzamy – wracamy zatem do wytężonej pracy, a Wy w oczekiwaniu googlajcie swoje nazwiska.