Ostra zabawa na tępo

Grudzień, specyficzny miesiąc. Mikołajki, Święta, Sylwester – prezenty, rodzina, jedzenie, podlane na koniec – jak to w Polsce – strumieniami alkoholu. Można by się nad grudniem rozpływać, wspominać dzieciństwo, snuć plany na kolejny rok. Nieliczni jednak wiedzą, że dotyczy ich jeszcze jedno grudniowe „święto”, którego nikt nie chciałby obchodzić.

Internet doby mediów społecznościowych generuje najróżniejsze zjawiska. Z jednej strony mądrość tłumu, folksonomia czy twórcze wykorzystanie nadwyżki kognitywnej, z drugiej slaktywizm, hejtowanie czy przeciekający przez palce czas spędzany na Facebooku. Plus i minus, jak w życiu. Przy odrobinie szczęścia można napotkać całkiem interesujące dyskusje. Jeśli mało ciekawe merytorycznie, to przynajmniej zawierające sporo informacji o ludziach w nich uczestniczących.

Wczoraj na fan page’u PrzerwaNaReklame.pl pojawiła się ulotka wydana z okazji 1 grudnia, który od 1988 roku jest ustanowionym przez WHO Światowym Dniem Walki z AIDS. Ulotka jak ulotka, przestrzega przed niebezpieczeństwem niesionym przez HIV, zachęca do sprawdzenia, czy jest się nosicielem. Towarzyszą jej, z tego, co zdołałem zauważyć w mieście, citylighty na przystankach. Przeszedłem obok nich raczej obojętnie, wiem o HIV/AIDS dostatecznie dużo by nie analizować każdej poświęconej im kampanii (w końcu wygrałem w podstawówce konkurs pisząc wypracowanie, którego bohaterem był Freddie Mercury :P). Ale dyskusja na fan page’u skłoniła mnie do przyjrzenia się ulotce z większą uwagą. I do wysnucia kilku wniosków.

Najpierw formalnie. Organizatorem kampanii jest Simontonowski Instytut Zdrowia, fundacja zajmująca się „niesieniem pomocy psychologicznej osobom z przewlekłymi chorobami zagrażającymi życiu oraz ich bliskim”, oraz Stowarzyszenie Smartness. Temat jak najbardziej koresponduje z misją Fundacji, więc wszystko gra. Kampania dotyczy tylko Poznania, jej celem jest wskazanie nowego miejsca, w którym można zrobić badania na obecność wirusa HIV we krwi. To punkt przy Oddziale Zakaźnym szpitala przy ul. Szwajcarskiej 3. Fundusze na realizację akcji pochodzą z tzw. małych grantów miasta Poznania dla organizacji pozarządowych, stąd patronat miasta. Wiktoria Jaros, koordynatorka projektu, ocenia go pozytywnie – zauważa znaczny wzrost liczby badających się osób. Idźmy dalej.

Dominujący kolor ulotki to czerń, główny motyw to 8 białych pól, na których widnieje 8 obrazków. Kojarzy się to z grą w kółko i krzyżyk, dziewiąte pole jest czarne, zawiera czerwony napis „HIV” i adres strony. Minimalizm jak się patrzy. I w sumie dobrze, nad czym tu deliberować. Podobnie prezentuje się strona – dowiesz się z niej jak wygląda badanie i gdzie się je w Poznaniu wykonuje. Kolorystyka mi się podoba, projekt jest dla mnie czytelny, hasła na pierwszy rzut oka przeciętne, ale po chwili uderza zwrot o „Twoim święcie”. Ogólnie ok, wyższa klasa średnia. Jednak internauci, co nie powinno dziwić, potrafią odkryć przed człowiekiem rzeczy, o których nie śniło się nawet filozofom.

Na ulotce są piktogramy, kojarzą się z dobrą zabawą, rozluźnieniem, zapomnieniem – ogólny wydźwięk przywodzi na myśl sytuacje, w których kierujemy się bardziej sercem czy innym organem, niż rozumem (mniej lub bardziej odurzonym). Chyba, że niektórzy go nie używają, to sorry, dla nich sytuacja po alkoholu czy trawie nie różni się od trzeźwości. Komentarze niektórych internautów na to wskazują, niestety. Komunikując społecznie określone idee zakłada się przynajmniej minimalny potrzebny do ich zrozumienia iloraz inteligencji odbiorców. Czasem błędnie. Niektórym natomiast brakuje w ulotce dosadności. No, może trochę. Ale penisa czy pochwę na przystanku trudno byłoby umieścić, nie mówiąc już o akcji z ich udziałem. Wtedy protestom nie byłoby końca. Chociaż teraz też można je dostrzec, dla niektórych przekaz jest seksistowski. A może jest także ageistowski, wyklucza osoby starsze? Chyba, że to ich dotyczą okulary, co by lepiej widzieli okazje do zakażenia. Cóż, opinię każdy może mieć swoją.

W tym przypadku rzeczywiście sprawdza się powiedzenie, że nieważne jak mówi się o tej kampanii, ważne, że wzbudza ona dyskusję. Dobrze też, gdyby jak najwięcej osób zrobiło rachunek sumienia i przypomniało sobie momenty dobrej zabawy. Gorzej, jeśli nie będą w stanie. Gorzej, że zakażenie może nastąpić także podczas pobytu w szpitalu wskutek nieuwagi personelu. Albo w stałym związku, bez alkoholu i narkotyków, ale z nieświadomością zagrożenia i przeszłości partnera. Dlatego myślę, że dobrym pomysłem jest wizyta na Szwajcarskiej 3. Niewiedza szkodzi. Tobie i osobom w Twoim otoczeniu.