Pokolenie Instagramu

W chwili, kiedy to czytasz, na świecie powstaje zyliard zdjęć, których nikt nigdy nie obejrzy. Czy Instagram zdoła odwrócić ten trend, lub chociaż porządnie w nim zamieszać?

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, wyjaśniam – Instagram jest prostą aplikacją dostępną na urządzenia mobilne, służącą do robienia zdjęć i nakładania na nie filtrów, stanowi zatem najprostsze narzędzie do “obróbki” fotografii. Dzięki nieskomplikowanemu programowi wszyscy możemy być mistrzami przesłony i migawki. Bez ponoszenia kosztów (aplikacja jest bezpłatna) robimy “artystyczne zdjęcia” albo inaczej: to Instagram robi je za nas.

Rosnąca popularność aplikacji skutkuje tym, że tablica naszego Facebooka zaśmiecona jest prawie takimi samymi zdjęciami (naszymi i naszych znajomych), bo liczba filtrów jest ograniczona i chcąc nie chcąc korzystamy z tych samych efektów:

  • 1977 – filtr nadaje fotografii efekt pierwszych kolorowych zdjęć w branży fotograficznej,
  • Apollo – uzyskanie klimatu starych fotek z dodatkiem szarości,
  • Earlybird – zmiana palety barw,
  • Gotham – efekt przypominający stare filmy,
  • Hefe – wyostrza i wprowadza większą głębię kolorów, najbardziej uniwersalny,
  • Inkwell – efekt czarno-białej fotografii,
  • Lomo-fi – wyostrza barwy, idealny do fotografowania owoców,
  • Lord Kelvin – filtr podobny do 1977,
  • Nashville – efekt wyblakłych zdjęć,
  • Poprocket – nanoszenie fioletowego odcienia,
  • Sutro – stylizacja zdjęcia na “pochodzące” z przeszłości,
  • Toaster – efekt “przypieczenia”
  • Walden – lekkie zabarwienia fioletem,
  • X-pro II – efekt zdjęcia wykonanego aparatem starszej generacji.

Zapewne zauważyliście, że większość filtrów oferowanych przez Instagram nawiązuje do starych, zapomnianych fotografii wykonywanych pierwszymi aparatami i lustrzankami. I tu zderzamy się z absurdem. Żyjemy w XXI wieku, nowe technologie otaczają nas z każdej możliwej strony, a z sentymentem (i jednocześnie z zachwytem) sięgamy po filtry “z przeszłości”. Może więc warto kupić na bazarze starego Zenita albo nowocześniejszą lustrzankę? Bo czy chcemy na każdym koncercie, zamiast sceny, obserwować coraz częściej uniesione w górę morze smartfonów i iPadów?

A może się mylę. W końcu też mam konto na Instagramie.