Reklamy prezerwatyw w social media, czyli seks w najbrzydszej postaci.

Erotyczne motywy w reklamach to dziś właściwie chleb powszedni. Dlaczego marki tak chętnie je wykorzystują? Ponieważ w naszych głowach na dobre zakorzeniła się myśl, że to właśnie seks przyciąga, a co więcej – sprzedaje. Tymczasem już jakiś czas temu naukowcy udowodnili, że tego typu przekaż nijak się ma do efektywności reklamy, bo uwaga odbiorcy skupia się wyłącznie na erotycznych bodźcach, a nie na produkcie. Trudny orzech do zgryzienia mają więc producenci prezerwatyw, bo przecież w ich przypadku przekaz erotyczny to pomysł oczywisty.

I w tej oczywistości nie ma nic złego. Produkt niewątpliwie łączony z seksem może być komunikowany poprzez erotykę. Ale dlaczego bez umiaru? Gdy tylko wejdziemy na fan page jednego z największych producentów prezerwatyw – Durex’a – na dzień dobry witani jesteśmy grafikami i fotografiami kipiącymi seksem, które nierzadko przybierają charakter naprawdę niesmacznych obrazów. Naturalnie jestem w stanie zrozumieć, że członkowie społeczności zgromadzeni wokół tego typu marek, nie są zaskoczeni, gdy nagle w ich newsfeedzie pojawi się animowany penis czy inna tego typu grafika, ale czy nie byłoby bardziej intrygująco, gdyby zamiast podawać wszystko na tacy i upraszczać temat, pobudzić zmysły i zaintrygować swojego odbiorcę? Dlaczego by więc nie ugryźć tematu od drugiej strony?

Wiele razy od wielu mężczyzn słyszałam, że kobieta w megakobiecej, dopasowanej sukience wygląda o wiele bardziej seksownie niż ta, która wdzięczy się i pręży nago. Skoro więc tak bardzo chcemy odkrywać tajemnice i tak bardzo w czasach, gdy praktycznie wszystko jest na wyciągnięcie ręki, zależy nam na zdobywaniu i gonieniu króliczka, to dlaczego specjaliści od marketingu tejże branży  nie postawią na bardziej inteligentną i sensualną formę komunikacji?  Czarna koronka, czerwone usta, szept, dotyk, pobudzające zmysły jedzenie… Tego nam potrzeba!

Przykłady grafik z fan page’a Durex Polska: